niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 5. "Every day it gets harder to stay away from you"

Weszłam do szpitala, ale oczywiście w poczekalni nie było nikogo znajomego. Zabiję gnoja. Na pewno coś się stało. Ruszyłam w stronę OIOM-u, wykręcając numer brata. Nie odbierał. Tak, kurwa, po co odbierać?! Dotarłam pod drzwi Oddziału i oczywiście zastałam wielkie zamieszanie związane z wejściem do środka. Pani Hemmings sprzeczała się z pielęgniarką, Calum, Ashton i Mike rozmawiali między sobą. Nikt mnie nie zauważył. Podbiegłam do nich.
- Ja cię kiedyś zapierdole- wyrzuciłam wściekła na Cala. Spojrzał na mnie z mieszaniną smutku i zaskoczenia w oczach. Co? Nie spodziewałeś mnie się tu teraz, prawda?
- Posłuchaj...- zaczął.
- Nie, to ty posłuchaj. Byłam cholernie zmęczona przerażającym czekaniem aż on się obudzi i będę mogła posiedzieć z nim chociażby w milczeniu, bo jest moim jebanym mężem, a ty nawet nie raczyłeś zadzwonić?! Czemu się tu wszyscy zebraliście, co? Co się do cholery stało i czemu nikt do mnie nie zadzwonił?!- Wrzeszczałam. Teraz nie obchodziły mnie spojrzenia pielęgniarek. Teraz byłam zbyt wściekła.
- Obudził się.
To było jak kubeł zimnej wody. Czekałam na to. W końcu się udało. Poczułam się trochę źle z tym, że zamiast od razu spojrzeć przez szklane drzwi, czy Luke nadal jest w śpiączce czy nie, ja wszczęłam kłótnię. Teraz jednak odwróciłam wzrok w tamtą stronę. Przy jego łóżku stał lekarz i pielęgniarka. On coś mówił, ona zapisywała. Luke leżał w tej samej pozycji, co wcześniej tyle, że teraz miał lekko rozchylone oczy. Moje serce przyspieszyło. To uczucie nie było przyjemne. Jeszcze nigdy mój organizm się tak nie zachował. Po chwili spostrzegłam, że pani Hemmings wchodzi na OIOM i podchodzi do łóżka syna.
Nie wiedziałam, co robić. Chciałam tam wejść, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nie mogłam ruszyć się z miejsca, chociażby podejść do pielęgniarki.
Zaczęłam szybko oddychać, jakby miało zabraknąć mi tlenu i delikatnie się uśmiechać. Szczęście napełniło mnie nagle, a przecież nie wiedziałam jeszcze czy wszystko dobrze. Powodem mojego szczęścia było samo to, że on się obudził. Nieważne, w jakim był stanie. Ważne, że już był z nim kontakt.
W końcu zmusiłam moje ciało do ruchu i podeszłam do pielęgniarki. To już nie była żadna z tych pielęgniarek, które były wcześniej. No tak, kiedyś musiały iść do domu.
- Mogę zobaczyć się z moim mężem?- Zapytałam, ledwo co oddychając.
- Poproszę pani dowód osobisty- odparła monotonnie.
Sięgnęłam do kieszeni spodni. Cholera. Nie mam dowodu. Nie wpuszczą mnie. Napełniła mnie jeszcze większa złość niż ta, którą przed chwilą wyładowywałam na bracie.
- Zapomniałam zabrać z domu, ale proszę mnie tam wpuścić... chociaż na chwilę- prawie płakałam.- Muszę wiedzieć czy u niego wszystko dobrze.
- Niestety, nie mogę tego zrobić. Takie mamy przepisy.
Teraz już poniosły mnie emocje. Zaczęłam krzyczeć, jeszcze głośniej niż przed kilkoma minutami. Przeklinałam i rozkazywałam pielęgniarce wpuścić mnie do środka, ale ona była nieugięta.
Później poniosło mnie jeszcze bardziej. Prawie ją uderzyłam. To wszystko pod wpływem emocji. Na szczęście to było prawie, bo kiedy chłopcy zobaczyli, że robię się agresywna jeden z nich do mnie podbiegł, z zaskoczenia wziął na ręce, przerzucił sobie przez ramię i wyszedł. Przez łzy nawet nie widziałam który to. Wierzgałam nogami i krzyczałam, że ma mnie puścić, bo chcę się zobaczyć z Lukiem, ale był nieugięty. W końcu poczułam twardy grunt pod stopami i zobaczyłam twarz Ashtona.
- Ty idioto!- Wrzasnęłam.- Czemu do cholery to zrobiłeś?! Ja chcę natychmiast spotkać się z Lukiem! W ogóle, kto ci pozwolił mnie tak bezczelnie stamtąd zabrać?!
- Twój brat.
- Wy wszyscy jesteście jacyś popierdoleni- próbowałam go ominąć i wrócić do budynku, ale zagradzał mi drogę.- Przepuść mnie do cholery, bo jak nie to ci przypierdolę!
Złapał mnie za ramiona.
- Przestań przeklinać, dziewczyno- spojrzał mi prosto w oczy, ale odwróciłam wzrok. Podczas rozmowy nigdy nie utrzymywałam kontaktu wzrokowego. To zbyt intymne.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić!
- Będę. Ja teraz wracam na OIOM, a ty tu zostajesz i wrócisz dopiero jak się całkowicie uspokoisz. Chyba nie chcesz, żeby Luke cię widział w takim stanie. Tylko za mną nie idź, bo znowu cię wyprowadzę i dodatkowo tu z tobą zostanę.
Puścił mnie, odwrócił się i odszedł.
- Debil!- Zdążyłam jeszcze za nim krzyknąć zanim zniknął w drzwiach szpitala.
Usiadłam na krawężniku i ukryłam twarz w dłoniach. Obiecuję, już nie płakałam, po prostu nie chciałam, żeby ludzie widzieli moją twarz. Byłam zbyt zdenerwowana, żeby starać się ukryć emocje.
Przesiedziałam tak jakieś pół godziny, mając w głowie obraz twarzy Luke'a. Nie tej rannej, po wypadku. Tej prawdziwej, kiedy czasem się przede mną otwierał i był po prostu sobą. On nie potrafił się szczerze uśmiechnąć. Nie potrafił się cieszyć. Zawsze mi powtarzał, że jest beznadziejny. Miał jakieś cholerne kompleksy i właśnie wtedy pomyślałam o czymś przerażającym... Nie, to niemożliwe, to jakiś chory wytwór mojej wyobraźni.
Wzięłam dwa głębokie oddechy i wstałam.
Gdy dotarłam na OIOM można powiedzieć, że byłam spokojna. Przed oszklonymi drzwiami stała pani Hemmings, Calum i Mike.
- Gdzie ten idiota?- Wycedziłam przez zęby.
- Załatwiłam wam, że każdy po kolei wejdzie na chwilę do Luke'a. Teraz on tam jest- odezwała się moja teściowa.
- Aha.- Powiedziałam tylko i stanęłam pod ścianą po drugiej stronie korytarza. Zdecydowanie nie miałam teraz ochoty z nimi rozmawiać.
- Zaraz przyjdzie lekarz i ci wszystko wytłumaczy- podszedł do mnie Calum.
- Aż takie to skomplikowane?- Spytałam ironicznie. Wiem, że moje zachowanie było na poziomie sześciolatki, ale nie mogłam zachowywać się normalnie. Coś mnie przed tym powstrzymywało.
- Raczej trochę rozczarowujące.- Cal przygryzł wargę.
- Mi wystarczy do szczęścia tylko to, że się obudził.
- Zobaczymy, co powiesz, jak się dowiesz co ma ci do powiedzenia lekarz...
- Zaraz się dowiem.
Rzeczywiście zza rogu wyłoniła się znajoma sylwetka. Wolałabym, żeby to był ktoś, kto nie wie o mojej ciąży, ale jakoś muszę sobie poradzić. Zatrzymałam go.
- Przepraszam, poświęci mi pan chwilę?- Spytałam, starając się brzmieć łagodnie.
- Pewnie, o co chodzi?
- Chciałabym zapytać o stan zdrowia Luke'a Hemmingsa, to mój mąż.
- O Boże, pani jest jego żoną?- Zrobił duże oczy.
- Tak, to źle?- Spytałam zdziwiona.
- Zważając na- zniżył głos- fakt pani ciąży to niezbyt dobrze.
- Boże... co mu jest? Wyzdrowieje?- No to mnie przestraszył. Nie wiedziałam nawet, co mówić, jakie pytania zadawać.
- Pan Hemmings ma zanik pamięci.
Zrobiło mi się gorąco. Nie mogłam uwierzyć. Tego się nie spodziewałam.
- Nie pamięta niczego?- Tylko to mi przyszło do głowy.
- Tak, to dość mocny uraz, nawet swojej matki nie poznał.
- Mogę do niego iść? Proszę, to dla mnie ważne.- Spojrzałam na niego błagalnie.
- Oczywiście, za chwilę wyjdzie pan Irwin i będzie się pani mogła z nim spotkać.
- Dziękuję- wyszeptałam i dałam mu spokój. Sama nie byłam gotowa na więcej informacji, więc wolałam o nie nie prosić.
Wróciłam do Cala.
- Co teraz?- Spojrzał na mnie.
- A co ma być? Muszę mu wszystko od początku wytłumaczyć.
- To nie takie proste, wiesz?
- Dzięki za pocieszenie.- Spojrzałam na niego z wyrazem irytacji na twarzy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zapowiedź:
"-Nie zamartwiaj się, wszystko będzie jak dawniej.
- Ale ja nie chcę żeby było jak dawniej- wybuchłam, odsuwając się od niego. "
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie w piątym rozdziale, motylki. Zdaję sobie sprawę, że jest krótki, nudny i w ogóle to opowiadanie jest do niczego i nadal nie wiem czemu ja je nadal prowadzę, ale jednak mam nadzieję, że ktoś to czyta, bo w następnym rozdziale coś się stanie ale nie chcę spojlerować hehe. Jeśli tu jesteś i czytasz, to proszę cię- zostaw komentarz, powiedz co ci się podoba (jeśli w ogóle coś się podoba xD), a co nie. Proszę, te komentarze to dla mnie naprawdę dużo a nie ma ich wcale.
No to... do zobaczenia za dwa tygodnie,
xoxo, Irene. 

1 komentarz:

  1. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA LUKAS ROBERT HEMMINGS WRÓCIŁ DO ŻYWYCH! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA LECĘ CZYTAĆ DALEJ

    OdpowiedzUsuń