niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 2. "Let's start over"

- Gdzie on jest?- spytałam roztrzęsiona, widząc chłopaków na korytarzu.
- Operują- odpowiedział Michael. Wyglądał jakby nie spał kilka dni, a przecież jeszcze kilka godzin temu wszystko było dobrze.
- Co się w ogóle stało?- Sama nie wiedziałam, jakie pytania zadawać, wydawało mi się, że to będzie najwłaściwsze.
- Byliśmy na tym wywiadzie i zgłodnieliśmy. Luke powiedział, że niedaleko jest jakiś lokal z jedzeniem i może się tam przejść po jedzenie, więc się zgodziliśmy. Jezu, gdybym wiedział, że tak będzie to nigdy nie pozwoliłbym mu tam iść- Ashton ledwo trzymał się na nogach.
- Ale co dokładnie się stało?! Chyba nie jest operowanym, bo poszedł po żarcie!- Wybuchłam, a pielęgniarki, które akurat przechodziły spojrzały na mnie karcącym wzrokiem. Jeśli oczekiwały, że będę spokojna to mogły wiedzieć, że nie będę. Ciekawe jak one by się zachowywały po usłyszeniu takiej wiadomości.
- Jakiś naćpany kierowca go potrącił. Z taką prędkością, że nie powinien przeżyć- wyjaśnił Calum, który chyba jako jedyny wyglądał normalnie. Pewnie bardzo się starał, żebym nie widziała go załamanego, chciał sprawiać wrażenie silnego. Ale jego oczy wyrażały rozpacz. Obserwowałam jego emocje od dziewiętnastu lat, umiałam rozróżnić kiedy był silny a kiedy tylko próbował.
Na giętkich nogach podeszłam do niego i przytuliłam się. Chyba nawet nie miał siły, żeby mnie przytulić, bo się nie poruszył.
Chciałam płakać, ale nie miałam czym, moje oczy były suche, więc jedyne co mi pozostawało to szloch. Nie wiem ile czasu stałam tak wtulona w brata, ale na pewno długo. Zdążył już mnie przez ten czas pogłaskać po włosach, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i nie mam się czym martwić. Ale ja go nie słuchałam, bo wiedziałam, że nie będzie dobrze i nawet, jeśli Luke będzie zdrowy to nigdy nie będzie dobrze, bo bez przerwy się kłócimy. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że Luke może nie żyć, dlatego rozpaczałam nad tym wszystkim, co się stanie w przyszłości. Nie chciałam o tym myśleć wcześniej, ale teraz te myśli uderzyły we mnie z ogromną mocą. Nie możemy ze sobą zostać, bo przecież nie można przez całe życie milczeć i udawać przed wszystkimi, że jest w porządku i jesteśmy kochającym się małżeństwem. Tak się po prostu nie da. A ja chciałam mieć w przyszłości dzieci, szczęśliwe życie. Chciałam mieć to z Lukiem, ale chyba nie powinnam na to liczyć.
Calum cały czas coś do mnie mówił, ale ja go nie słuchałam. Byłam zbyt zajęta rozpaczaniem. I nagle zrozumiałam, że wypadek Luke'a był naprawdę poważny. On mógł umrzeć. Mogłam być wdową. Prawdopodobnie najmłodszą wdową na świecie. Nie chcę żeby Luke umarł. Chociaż miałabym z nim zostać do końca życia, w wiecznych kłótniach, chcę żeby żył, bo co ja bez niego zrobię? Rozpadnę się.
- Evangeline, posłuchaj chwilę- dopiero głos Ashtona przywrócił mi świadomość. Muszę zacząć ich słuchać, bo przecież mogą już mieć wieści od lekarza. To ja powinnam się tym interesować, ale przecież ważniejsze dla mnie było to, żeby starać się płakać.
Odsunęłam się od Caluma i spojrzałam w oczy Ashtonowi.
- Wiecie coś?- Pociągnęłam nosem. Pomyślałam wtedy, że pewnie nie wyglądam ślicznie, ale nie obchodziło mnie to.
- Operacja poszła dobrze, ale nie wiemy kiedy się obudzi.
- Ale na pewno się obudzi, tak?- Sama nie wiem czy chciałam znać odpowiedź na to pytanie.
Ash tylko uśmiechnął się do mnie smutno i podszedł z powrotem do Mike'a, który jeszcze nigdy nie wyglądał tak żałośnie. Miał podkurczone nogi, które oplótł ramionami i patrzył w jeden punkt, nawet nie reagując, kiedy Ash coś do niego powiedział. Nie mógł się pogodzić z tym, że Luke'owi może stać się coś złego.
- Chcę go zobaczyć- szepnęłam.
- Chyba jeszcze nikt nie może do niego iść- odpowiedział Cal.
- Ale ja jestem jego żoną. Muszę.- Nalegałam. Czemu mówiłam to jemu? Powinnam iść do recepcji.
Ruszyłam korytarzem, czując, że jest mi cholernie słabo, co chyba zauważył mój brat, bo poszedł za mną.
- Dzień dobry, chciałabym zapytać, czy mogę się zobaczyć z moim mężem- oznajmiłam, opierając się o blat. Młoda pielęgniarka spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko.
- Jak się nazywa pani mąż?
- Luke Robert Hemmings.
Wpisała coś do komputera.
- Poproszę pani dowód osobisty- spojrzała na mnie. W jej oczach malowała się beztroska i wiem, że nie powinnam, ale strasznie mnie to zirytowało. Kiedy mój świat się walił ona była szczęśliwa i uśmiechnięta.
Sięgnęłam do kieszeni po portfel, w którym nosiłam dowód. Calum wywrócił oczami. Zawsze narzekał, że taki dokument powinnam nosić w bardziej bezpiecznym miejscu, ale co jest bardziej bezpiecznym miejscem od moich spodni? Podałam jej, sprawdziła coś i oddała mi go.
- Pani mąż dopiero przeszedł operację i jest przewożony na OIOM, za pół godziny będzie pani mogła go odwiedzić.
- Dobrze, dziękuję- powiedziałam i odeszłam kawałek.
Nie, nie dobrze. Ja chcę go zobaczyć teraz.
- Calum, czemu nie zadzwoniliście do mnie wcześniej?- Spytałam.- I czemu nie odbieraliście?
- Nie wiem, tak wyszło. Usłyszeliśmy z budynku, że coś się stało na drodze, więc spojrzeliśmy tam, a Luke już leżał na ulicy a jakieś pięć metrów od niego stał samochód, z którego ktoś wychodził. Wyglądał jakby był pijany. Szybko wybiegliśmy z budynku i zadzwoniliśmy po pogotowie i policję, chociaż ktoś obcy już to zrobił wcześniej. Policja od razu zabrała kierowcę, bo nie uciekał. Zadzwoniliśmy do ciebie dopiero jak tu przyjechaliśmy i dowiedzieliśmy się, że robią operację. Przepraszam, że nie wcześniej.
- Dobra, nieważne.
Było ważne, ale teraz nie miałam siły, żeby na niego naskakiwać. Wróciliśmy do chłopaków. Usiadłam na krześle i podkurczyłam pod siebie nogi. Tak jak Mike. Ale teraz podszedł do niego mój brat.
- Idę na dół po herbatę dla Evangeline, idziecie ze mną?- zwrócił się do obydwu.
- Ale ja nie chcę herbaty- oznajmiłam.
- Ale dostaniesz- jego głos nie znosił sprzeciwu.- To idziecie czy nie?
- Ja zostanę- powiedział cicho Ashton, w tym samym czasie Michael energicznie pokiwał głową i wstał bez słowa z krzesła.
Jeden. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Sześć. Sekundy leciały tak wolno a ja tak bardzo pragnęłam dostać się na OIOM. Było mi zimno i niedobrze. Chciałam być w domu, ale nie sama. Z Lukiem.
- Co powiedziała pielęgniarka?- Odezwał się w końcu Ash.
- Że mam poczekać pół godziny.- Spojrzałam na zegarek na nadgarstku. Prezent od Luke'a. Czy wszystko teraz musi mi się z nim kojarzyć?!- Teraz zostało siedemnaście jebanych minut czekania. Czemu nie mogę od razu do niego pójść? Gdyby wiedzieli jak mi na tym zależy...
- Evangeline...
- Co?
- A co jeśli on się obudzi, ale będziesz tego żałowała?
To pytanie było bolesne jak nóż wbity prosto w żołądek. Nie było bolesne, ponieważ godziło mojemu wyobrażeniu, jako kochającej żony. Bolało dlatego, że sama gdzieś w głębi umysłu miałam wyryte to pytanie a jeszcze gorsze było to, że nie potrafiłam go wyrzucić ani na nie odpowiedzieć.
- Mam nadzieję, że coś się zmieni- odpowiedziałam tak, bo myślałam, że to odpowiedź wymijająca.
- Ludzie się nie zmieniają. On zawsze będzie taki sam- powiedział i dopiero wtedy poczułam pieczenie w oczach a po chwili wilgoć na twarzy, kiedy łzy w końcu wydostały się z mojego organizmu.
- Wiem- pociągnęłam nosem.- Ale teraz nic już z tym nie zrobię. Już za późno.
Przytulił mnie. Pewnie nie wiedział, co odpowiedzieć. Albo po prostu wyczuł, że właśnie czyichś ramion teraz potrzebuję. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zapowiedź:
"Nie wiem, czego ja się tam spodziewałam. Luke'a, uśmiechniętego jak zawsze przy chłopakach, czekającego na mnie z niecierpliwością i wyglądającego jak okaz zdrowia? Nie wiem czego, ale na pewno nie mojego Luke'a gotowego żeby wsadzić go do trumny!"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie, moje motylki :333
Nareszcie jest, drugi rozdział, który, mam nadzieję, podoba wam się i nie zanudziłam tu nikogo na śmierć ;D Obiecuję, że następny będzie trochę ciekawszy a w czwartym to już w ogóle coś fajnego się stanie, ale nie będę teraz nic zdradzać :P
Mam nadzieję, że w ogóle ktoś to czyta, bo pod poprzednim był tylko jeden komentarz :( Ok, nie oszukujmy się, i tak miałam z niego ogromną radochę :D
Nevermind, czytajcie i komentujcie misie ;*
Do zobaczenia 15 lutego (ostatni dzień moich ferii ;-;) 

1 komentarz:

  1. Omg ten spoiler! Chyba nie chcesz powiedzieć że Hemmo umrze!? Nieeeeeeeeee......!!!!

    OdpowiedzUsuń