piątek, 6 lutego 2015

Rozdział 3. "All I really want is you"

Calum przyniósł mi herbatę, niesłodzoną jak zawsze, ale nie mogłam jej przełknąć. Nie miałam ochoty na nic. Na jedzenie, na picie, na rozmowę. Chciałam tylko zobaczyć Luke'a. W końcu podeszła do mnie ta pani z recepcji i z lekkim uśmiechem oznajmiła, że można go odwiedzić, ale tylko jedna osoba, i tylko z rodziny. Wiadomo, że chodziło o mnie. Przepraszam, chłopaki, rozumiem, że jesteście jak bracia, ale to ja mu coś obiecywałam.
Wstałam, a pielęgniarka poprowadziła mnie korytarzem prosto. Szłam na mocno ugiętych nogach, zwyczajnie nie mogąc na nich ustać. Miałam ochotę pobiec przed siebie, nie oglądając się na kobietę, ale przecież nie wiedziałam gdzie tu jest OIOM. Skręciłyśmy kilka razy, podczas których zastanawiałam się jakim cudem ten szpital ma tyle korytarzy, i w końcu doszłyśmy do wielkich szklanych drzwi z napisem "Oddział Intensywnej Opieki Medycznej".
Urządzenie przy spodniach kobiety zawibrowało, a ona nerwowo na nie spojrzała.
- Pani mąż leży na samym końcu po lewej, przepraszam, muszę biec- rzuciła tylko i najszybciej jak potrafiła oddaliła się korytarzem, z którego przyszłyśmy.
Czasem człowiek ma w głowie jeden wielki paradoks i nie wie jak nad nim zapanować. Na przykład ja teraz stałam jak wryta przed drzwiami Oddziału, jakby czekając na jakiś cud. Jeszcze dziesięć minut temu dałabym wszystko żeby się tu znaleźć a teraz nie mogłam się zdobyć na wejście tam.
W końcu otworzyłam drzwi i weszłam. Jedna z pielęgniarek już się zbliżała w moją stronę, żeby mnie pewnie stąd wypędzić, ale druga, która poprawiała poduszkę komuś nieprzytomnemu, wyjaśniła jej, że mogę tu przebywać. Chyba widziała, że ktoś mnie przyprowadził.
Na samym końcu po lewej. Jak to? To nie może być Luke... To nie on! Rozejrzałam się po sali w poszukiwaniu mojego męża ale kiedy spojrzałam na kartę pacjenta przy łóżku było wyraźnie napisane "Luke Robert Hemings" i coś jeszcze, czego nie potrafiłam doczytać, bo moje oczy tonęły już w łzach. Nie wierzę, że to on, to nie może być on. Wydobył się ze mnie cichy jęk, po czym niekontrolowanie wybuchłam szlochem.
A już po chwili znowu byłam z Calumem, Ashtonem i Michaelem w poczekalni, gdyż jedna z pielęgniarek, nawet nie wiem jak wyglądała, wyprowadziła mnie stamtąd, próbując przetłumaczyć mi, że takie zachowanie przeszkadza pacjentom.
- Powiedz, co się stało, proszę- Calum starał się mówić łagodnie, ale czułam stanowczość w jego głosie.
- On... on ma zmasakrowane pół twarzy, jest podpięty do miliona rurek i wygląda jakby już nie żył!- Wyrzuciłam z siebie.
Nie wiem, czego ja się tam spodziewałam. Luke'a, uśmiechniętego jak zawsze przy chłopakach, czekającego na mnie z niecierpliwością i wyglądającego jak okaz zdrowia? Nie wiem czego, ale na pewno nie mojego Luke'a gotowego żeby wsadzić go do trumny!
- Kruszynko, nie płacz już, cichutko- Calum starał sie znów mnie pocieszać, przycisnął mnie do swojej koszulki pozwalając żeby w trzy sekundy była cała mokra od moich łez.
- Cal, jak ja do cholery mam nie płakać po zobaczeniu czegoś takiego?- Ledwo mogłam cokolwiek wykrztusić, ale starałam się.
Pocałował mnie w czoło.
- Mała, on będzie zdrowy, jego twarz będzie wyglądała tak źle jak przez te dziewiętnaście lat i nie zmieni tego żaden wypadek, ok?- Włączył się Ashton.
Odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć. Chyba wykonałam ten ruch za szybko, bo mnie okropnie zemdliło. Osunęłam się po ścianie, siadając na zimnej podłodze i walcząc z niezjedzonym posiłkiem, który chyba cudem wytworzył się w moim żołądku i teraz postanowił się wydostać. Dodatkowo kręciło mi się w głowie i czułam, że zaraz zemdleję. Co się ze mną dzieje?!
Poczułam, że już dłużej nie wytrzymam. Rzuciłam się biegiem do łazienki i wyrzuciłam z siebie wszystko, co miałam. Ale nie było mi ani trochę lepiej. Nigdy się tak nie czułam, no bo ileż można wymiotować?!
Spojrzałam na zegarek. Jest już północ? Jakim cudem? Przecież dopiero tu przyjechałam...
Wyszłam z łazienki dziewczyn i oczywiście ujrzałam znajomą twarz.
- Ashton i Calum mnie wysłali, żebym sprawdził, czy nic ci się nie stało- wyjaśnił Mike.
- I sprawdzałeś to stojąc przed drzwiami i czekając aż wyjdę?- Zironizowałam.
- Miałem wejść do damskiej toalety?!- Zrobił wielkie oczy pełne zdumienia i dezorientacji.
- Gdybym tam padła to chyba byś musiał...
- Jak dobrze, że nic ci nie jest- widać było ulgę na jego twarzy. On naprawdę wstydził się tam wejść. Czy serio nasza toaleta jest taka przerażająca?
Postanowiłam coś zjeść. Tak, pierwszy raz od miesiąca złamałam swoją zabójczą dietę i zjadłam aż dwa batony z automatu.
- Chyba powinnam tam wrócić- szepnęłam, upijając łyk herbaty z papierowego kubka Caluma.
- Jesteś pewna? Jeśli nie chcesz to nie musisz.- Oznajmił mój brat.
- Ale ja chcę- wstałam z krzesła, to samo zrobił Cal.- Dam radę sama.- Zapewniłam i ruszyłam drogą, którą prowadziła mnie tamta pielęgniarka.
Otworzyłam drzwi na OIOM i spotkałam się z surowym, ale jednak troszeczkę współczującym wzrokiem pielęgniarki, która mnie wyprowadziła.
- Będę grzeczna.- Rzuciłam do niej, a kiedy kobieta nie zmieniała wyrazu twarzy dodałam:- Obiecuję.
Pokręciła głową z dezaprobatą, ale puściła mnie wolno.
Podeszłam do łóżka. Usiadłam na krześle i spojrzałam na niego. Z prawej połowy twarzy była jakby zdarta prawie cała skóra, na lewej miał siniaki. Wolę sobie nie wyobrażać jak wygląda jego brzuch teraz, po operacji.
Dobrze, że jest przykryty. Nie dlatego, że widok jego bandaży byłby dla mnie zbyt mocny, tylko dlatego, że jemu zawsze jest zimno i pewnie by marznął. Czemu myślę o takich szczegółach akurat teraz? Miał do siebie podłączone mnóstwo rurek. Nawet nie wiem do czego one służą, ale wydaje mi się że bez nich mógłby nie przeżyć.
Dotknęłam delikatnie jego dłoni. Była zimna i szorstka. W sumie to nic nowego. Jakiś rok temu tymi dłońmi głaskał moją twarz, powtarzając trzy słowa. To było wtedy, kiedy się zaręczyliśmy. Byliśmy najpierw w kinie. Kiedy poszliśmy do jego domu, w którym na szczęście nikogo nie było, zaczął mnie całować po szyi. Przycisnął mnie do ściany i całował a ja oddawałam się temu przyjemnemu uczuciu dopóki nie wsadził w moją rękę jakiegoś przedmiotu. Na chwilę zaprzestałam tych czułości, żeby spojrzeć, co dostałam, na następnie na twarz chłopaka a on pytająco uniósł jedną brew.  Zaczęłam się cicho śmiać i powiedziałam "jasne". I wtedy właśnie jego ręce złapały czule moją twarz, a ja poczułam zimno jego kolczyka na moich wargach. "Będę miał żonę", powtarzał bez przerwy, uradowany jak malutkie dziecko. Powtarzał to, kiedy jeszcze staliśmy w przedpokoju jego domu i wtedy kiedy owinęłam swoje nogi wokół jego bioder i kiedy zaniósł mnie do swojego pokoju na górę ale z największym uczuciem wymawiał te słowa kiedy zdejmował ze mnie powoli koszulę.
Teraz miał zamknięte oczy i zniszczone usta. Rok temu kochał powtarzać "będę miał żonę", ale teraz "mam żonę" było dla niego utrapieniem.
Luke, obudź się, proszę. Chcę powiedzieć jak bardzo za tobą tęsknię. Mimo, że wiem, że mi nie uwierzysz. Wiedziałam, że kiedy Luke się obudzi będę starała się wszystko naprawić, bo to było właśnie to, czego chciałam. Jego szorstkich rąk na mojej twarzy. Czy to tak dużo?
Dostałam sms. Sprawdziłam.
"Wszystko dobrze?"
No tak. Kontrola przede wszystkim. Napisałam, że jest okropnie i mam ochotę skoczyć z wieżowca, ale usunęłam tą wiadomość i napisałam "Tak, jeszcze chwilę tu posiedzę i zaraz do was wrócę". Dobre kłamstwo jest lepsze niż bolesna prawda.
Przypatrywałam się twarzy męża i zaczęłam się zastanawiać czemu właściwie zaczynaliśmy się kłócić. Jak dopiero zaczynałam z nim chodzić to, o zgrozo, o Michaela. Jak mógł robić mi wyrzuty o moich byłych?! Ja mu nie przypominałam o jego ex... Później mieliśmy napiętą atmosferę kiedy o naszym małym romansie dowiedział się mój brat. No nie był zbyt zadowolony, bo powiedzmy sobie szczerze, kto by był, dowiadując się że jego najlepszy kumpel sypia z jego siostrą? Oczywiście jak Calum o tym wiedział to wiedziała o tym automatycznie matka i ojciec. Tu już w ogóle nie mogliśmy sobie poradzić. Mama ciągle mówiła, że Luke to dobry chłopak, ale nie powinnam się z nim wiązać. Ojciec to samo. Chodziłam już z tyloma chłopcami a oni się doczepili akurat Luke'a. Pewnego dnia nawet uciekłam z domu do Luke'a. Spałam u niego dwie noce a moi rodzice szukali mnie wszędzie gdzie tylko się dało, ale policji nie zawiadomili. Dobrze, że Liz była wyrozumiała i pomagała mi wtedy ukrywać się przed nimi. Lubiła mnie. Pewnie dlatego, że pomagałam jej w czym tylko się dało. A Luke siedział na kanapie i co chwilę składał zamówienie na jedzenie. Wieczorem zajmowaliśmy się sobą.
Kłótni było jeszcze całe mnóstwo, ale nie chciałam chyba jednak o tym myśleć akurat przy łóżku szpitalnym. W ogóle nie chciałam sobie niczego przypominać, bo to albo sprawiało, że zalewała mnie fala smutku, przecież wiedziałam, że te wspomnienia nie wrócą w realu, albo że prawie płakałam myśląc o tych wszystkich sprzeczkach.
- Przepraszam, musi pani już iść- usłyszałam kobiecy głos, więc odwróciłam się. Przede mną stała pielęgniarka, której wcześniej nie widziałam. Rose, jeśli wierzyć temu, co miała napisane na plakietce przy piersi.
- Dobrze- powiedziałam cicho. I tak miałam za chwilę zejść do chłopaków.
Wstałam z krzesła szpitalnego. Chciałabym pocałować go w czoło, ale nie wiem jak to zrobić, żeby nie zrobić mu jeszcze większej krzywdy na tej zdartej twarzy.
Z mocno bijącym sercem wyszłam z OIOMu i skierowałam się korytarzem prosto. Było mi znów cholernie słabo, ale nie zwracałam na to uwagi. Wmawiałam sobie, że to przez zmęczenie.
- Co u niego?- Zapytał Calum, kiedy usiadłam obok niego. Zaciekawione oczy ich wszystkich zwrócone były w moją stronę, oczekując jak najlepszych wiadomości.
- Nic. Leży.- Odparłam, być może trochę zbyt chłodno.
- Tego się nie spodziewałem- mruknął sarkastycznie.
- Idę zapalić- oznajmiłam, wstając i grzebiąc w torbie.
- Myślałem, że rzuciłaś- zauważył Ashton.
- W tej sytuacji to nie ma znaczenia. Idzie ktoś ze mną?- Uniosłam pytająco brwi.
Michael pokręcił głową, Calum powiedział, że nie, ale Ash wstał z miejsca i oznajmił, że on pójdzie. Czasem się przy nich czułam jakby nie chodzili ze mną gdzieś bo tego chcieli tylko po to, żeby mnie pilnować. Jakbym mogła zrobić sobie krzywdę paląc.
Wyszliśmy przed budynek szpitala. Nie było ciemno, bo księżyc dawał dużo światła, a poza tym z okien sal szpitala przebijały się strumyki jasności.
Byłam podenerwowana. Ręce mi się trzęsły a ja ledwo mogłam ustać na nogach. Chyba myślałam, że papieros coś da, dlatego odpaliłam swojego pierwszego od miesiąca i zaciągnęłam się mocno. Ashton, przyglądając mi się, wyciągnął z kieszeni kurtki paczkę i wyjął mi z dłoni zapalniczkę, którą trzymałam. Odpalił.
- Ty palisz?- Zapytałam, niedowierzając. Ashton Irwin i papierosy. Jakoś mi to do siebie nie pasowało.
- Tak, od pięciu lat, ale nie mów chłopakom- uśmiechnął się łobuzersko.
- Obiecuję- odwzajemniłam uśmiech, trochę się rozluźniając.
- Cholera- rzucił i szybko wyciągnął z kieszeni telefon.
- Co się stało?- Spytałam zdezorientowana.
- Mama Luke'a o niczym nie wie- wyjaśnił, przykładając słuchawkę do ucha.
Jak mogliśmy zapomnieć o Liz?! Przecież była jego matką, to ona powinna się zjawić przy nim pierwsza. Nie chłopaki, nie ja, tylko właśnie ona. To ona powinna się dowiedzieć przed wszystkimi, w końcu to jej dziecko.
Ashton chwilę porozmawiał, po czym rozłączył się i znów schował telefon do kieszeni.
- Będzie tu za chwilę- oznajmił.- Zaczęła płakać jak tylko jej powiedziałem, że z Lukiem nie jest za dobrze.
- Nie dziwię jej się- zaciągnęłam się, a każdy taki wdech sprawiał, że byłam coraz bliższa omdlenia.
W końcu mój organizm nie wytrzymał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zapowiedź: 
"Teraz jestem skazana na kolejną tajemnicę. Jedyny sekret w moim życiu, który nie jest smakowity".                           ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie, misiaczki. 
Wiem, że ten rozdział nie powala, jest krótki i nudny, ale za to w kolejnym w końcu stanie się coś ciekawszego :3
Właśnie kończą mi się ferię eh a chciałabym posiedzieć jeszcze z tydzień w domu, mogłabym napisać sporo do Infirmusa i innych opowiadań bo muszę przyznać że przez te dwa tygodnie nie zrobiłam prawie nic haha
Mam nadzieję że rozdział wam się choć trochę podobał, jeśli ktoś to w ogóle przeczytał to proszę o komentarz, bo jeśli będę widziała, że nikt nie czyta to chyba nie ma sensu prowadzić tego bloga :(
Następny rozdział prawdopodobnie znowu za dwa tygodnie, komentujcie xoxo

1 komentarz:

  1. Stawiam że jest w ciąży! Jestem tego pewna w 100%! Świetnie piszesz i aż się poryczałam jak czytałam ;-;

    OdpowiedzUsuń