Leżałam swobodnie na łóżku szpitalnym. Zerwałam się, błyskawicznie
siadając. Rozejrzałam się. Na krześle siedział Calum wpatrując się we mnie. W
jego wzroku była widoczna troska.
- Co się stało?- Spytałam zdezorientowana.
- Zemdlałaś- usiadł obok mnie i pogładził mnie po włosach.- Może połóż się jeszcze na chwilę.
- Tak mi dobrze. Co z Lukiem? Obudził się?
- Co się stało?- Spytałam zdezorientowana.
- Zemdlałaś- usiadł obok mnie i pogładził mnie po włosach.- Może połóż się jeszcze na chwilę.
- Tak mi dobrze. Co z Lukiem? Obudził się?
Calum spojrzał na swoje ręce i milczał. Nie obudził się.
- Ile byłam nieprzytomna?
- Jest siódma nad ranem- odparł Calum.
- Ile byłam nieprzytomna?
- Jest siódma nad ranem- odparł Calum.
Siódma?! Nawet nie wiedziałam, że można tyle czasu być nieprzytomną po
zemdleniu...
- Matka Luke'a jest u niego. Przyjechała jakieś 10 minut po tym jak zemdlałaś. Chciała go zobaczyć, ale powiedziała, że jak tylko się obudzisz to mam jej o tym powiedzieć. A poza tym lekarz chciał z tobą porozmawiać.
- Dobrze, już idę, tylko powiedz mi, do którego gabinetu- spróbowałam się podnieść, ale nadal było mi słabo.
- Matka Luke'a jest u niego. Przyjechała jakieś 10 minut po tym jak zemdlałaś. Chciała go zobaczyć, ale powiedziała, że jak tylko się obudzisz to mam jej o tym powiedzieć. A poza tym lekarz chciał z tobą porozmawiać.
- Dobrze, już idę, tylko powiedz mi, do którego gabinetu- spróbowałam się podnieść, ale nadal było mi słabo.
Cholerna dieta. Nie dość, że nie jadłam nic oprócz skromnego śniadania to
jeszcze ostatnio trochę przytyłam. Teraz lekarz pewnie będzie mi prawił morały,
że nie można się tak odchudzać. Jakbym nie wiedziała.
- Lepiej poczekaj, ja go przyprowadzę- zaoferował się Cal i zanim zdążyłam zaprotestować jego już nie było.
- Lepiej poczekaj, ja go przyprowadzę- zaoferował się Cal i zanim zdążyłam zaprotestować jego już nie było.
Rozejrzałam się. Leżałam sama na sali. Nie była duża, ale dwa łóżka by się
tu zmieściły a stało tylko jedno. Paliło się kilka lamp, mimo że na dworze było
już jasno.
W końcu, po kilku minutach, przyszedł Calum i lekarz.
- Czy pani brat może zostać przy naszej rozmowie czy woli pani żeby wyszedł?- Lekarz spojrzał na mnie pytająco.
- Wyjdź, proszę- zwróciłam się do Cala. Posłusznie wyszedł. Nie zdziwiły go moje słowa, pewnie tego właśnie się spodziewał, zawsze byłam zamknięta i miałam przed wszystkimi tajemnice.
- Kiedy ostatni raz pani coś jadła?- Zapytał, spoglądając na mnie spod szkieł okularów.
- Czy pani brat może zostać przy naszej rozmowie czy woli pani żeby wyszedł?- Lekarz spojrzał na mnie pytająco.
- Wyjdź, proszę- zwróciłam się do Cala. Posłusznie wyszedł. Nie zdziwiły go moje słowa, pewnie tego właśnie się spodziewał, zawsze byłam zamknięta i miałam przed wszystkimi tajemnice.
- Kiedy ostatni raz pani coś jadła?- Zapytał, spoglądając na mnie spod szkieł okularów.
Wiedziałam, że będzie o to pytał.
- Wczoraj rano.
- Niedobrze...- zapisał coś w karcie.- Musi pani teraz jeść więcej i bardziej o siebie dbać. Potrzebujecie tego.
- My? To znaczy ja i kto?- Nie rozumiałam tego. Ten lekarz bredził!
- Przecież jest pani w ciąży.
- Wczoraj rano.
- Niedobrze...- zapisał coś w karcie.- Musi pani teraz jeść więcej i bardziej o siebie dbać. Potrzebujecie tego.
- My? To znaczy ja i kto?- Nie rozumiałam tego. Ten lekarz bredził!
- Przecież jest pani w ciąży.
Zatkało mnie. To nie może być prawda. Nie mogę być w ciąży. Nie teraz!
- Nie wiedziała pani?- Zdziwił się lekarz.
- Nie wiedziała pani?- Zdziwił się lekarz.
Oczywiście, że nie widziałam. Skąd miałam wiedzieć? Chociaż w sumie jak tak
pomyślałam to to by się zgadzało, nie miałam okresu już jakiś czas. Czemu ja
tego nie zauważyłam? Nie zwróciłam na to uwagi... co ja mam teraz zrobić?
- Nie- odpowiedziałam tylko. - Mógłby pan na razie nic nie mówić mojemu bratu... ani w ogóle nikomu?
- To mój obowiązek. Jest już pani wolna, proszę coś zjeść i się porządnie wyspać- wyszedł, a ja zostałam sama. Kompletnie sama.
- Nie- odpowiedziałam tylko. - Mógłby pan na razie nic nie mówić mojemu bratu... ani w ogóle nikomu?
- To mój obowiązek. Jest już pani wolna, proszę coś zjeść i się porządnie wyspać- wyszedł, a ja zostałam sama. Kompletnie sama.
Moja prawa ręka mimochodem powędrowała do dolnej części brzucha. Przytyłam
trochę, ale nigdy bym nie pomyślała o czymś takim.
Okropnie zachciało mi się płakać. Chciałam szlochać, chciałam żeby łzy
spływały wolnym strumieniem po moich policzkach. Ale potrafiłam tylko siedzieć
z tą zimną ręką dotykającą mojego brzucha, wpatrując się w niebo przez okno.
Byłam oszołomiona. To nie może być prawda. On sobie tylko żartował. Wolałam
sobie wmawiać taką wersję niż przyjąć do wiadomości fakt, że... nawet w myślach
nie potrafiłam wymówić tych słów.
Usłyszałam, że drzwi się uchylają i ktoś wchodzi. Szybko zabrałam rękę z
brzucha. Po chwili zobaczyłam przed sobą Ashtona.
- Wszystko dobrze?- Zapytał przysuwając bliżej krzesło i siadając tuż obok mnie.
- Wszystko dobrze?- Zapytał przysuwając bliżej krzesło i siadając tuż obok mnie.
Nie, nie jest dobrze. Jestem skończona. Wpadłam a mój mąż leży nieprzytomny
na OIOM'ie i nie wiadomo, kiedy się obudzi. Moja matka będzie wściekła, bo
przecież ona od początku odradzała mi małżeństwo. Nie mam żadnych przyjaciół,
którym mogłabym się zwierzyć.
- Tak, jest ok- odpowiedziałam. Jednak nie wytrzymałam. Łzy popłynęły mi same. Po raz kolejny nie obchodziło je nic, były samolubne.
- Ej, co jest?- Złapał mnie za rękę.
- Nie chcę teraz o tym rozmawiać, proszę, pozwól mi mieć chociaż tajemnicę- wyszeptałam, nieświadomie mocno ściskając jego dłoń. Ale on jej nie zabrał. Pozwolił mi ją gnieść, a ja wtedy nawet nie byłam w stanie zrozumieć co robię. Wyżywałam się na kimś fizycznie i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy.
- Tak, jest ok- odpowiedziałam. Jednak nie wytrzymałam. Łzy popłynęły mi same. Po raz kolejny nie obchodziło je nic, były samolubne.
- Ej, co jest?- Złapał mnie za rękę.
- Nie chcę teraz o tym rozmawiać, proszę, pozwól mi mieć chociaż tajemnicę- wyszeptałam, nieświadomie mocno ściskając jego dłoń. Ale on jej nie zabrał. Pozwolił mi ją gnieść, a ja wtedy nawet nie byłam w stanie zrozumieć co robię. Wyżywałam się na kimś fizycznie i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Nie. Nie miałam już siły tu dłużej siedzieć i nic nie robić. Nie chciałam
myśleć o tym co się stanie za kilka miesięcy, a czułam że za chwilę te myśli
mnie kompletnie pochłoną. Musiałam się zająć czymś innym.
- Luke się obudził?- Spojrzałam mu prosto w oczy. Pierwszy raz od kilku lat spojrzałam drugiej osobie głęboko i szczerze w oczy. Zawsze uciekałam wzrokiem przy rozmowie, jakby mój rozmówca miał wyczytać z moich oczu wszystkie kłamstwa, które właśnie mu podaję. Bo kłamałam często. Prawie cały czas, nie było wymiany zdań żebym nie skłamała, chociaż w najmniejszej sprawie.
- Nie- Ashton przygryzł wargę i po chwili wahania wytarł mi łzy.
- Cholera- wyrzuciłam.- Mogę do niego iść?
- Myślę że tak, ale dobrze się już czujesz?- Spojrzał na mnie z troską.
- Tak- starałam się wstać, ale od razu tego pożałowałam. Znów zakręciło mi się w głowie. Usiadłam.- Chyba jestem trochę głodna.
- Luke się obudził?- Spojrzałam mu prosto w oczy. Pierwszy raz od kilku lat spojrzałam drugiej osobie głęboko i szczerze w oczy. Zawsze uciekałam wzrokiem przy rozmowie, jakby mój rozmówca miał wyczytać z moich oczu wszystkie kłamstwa, które właśnie mu podaję. Bo kłamałam często. Prawie cały czas, nie było wymiany zdań żebym nie skłamała, chociaż w najmniejszej sprawie.
- Nie- Ashton przygryzł wargę i po chwili wahania wytarł mi łzy.
- Cholera- wyrzuciłam.- Mogę do niego iść?
- Myślę że tak, ale dobrze się już czujesz?- Spojrzał na mnie z troską.
- Tak- starałam się wstać, ale od razu tego pożałowałam. Znów zakręciło mi się w głowie. Usiadłam.- Chyba jestem trochę głodna.
Ash od razu zerwał się z krzesła.
- Przyniosę ci coś.
- Przyniosę ci coś.
Wyszedł pospiesznie i zostawił mnie samą. W takiej sytuacji to nie był dobry
pomysł. Kurwa. To był okropny pomysł! Zaczęłam myśleć o rzeczach, o których nie
powinnam. O tym, że mogę nie donosić ciąży. O tym że dziecko może urodzić się
chore, bo przecież się źle odżywiam. A co jeśli ja i Luke się rozstaniemy i nie
poradzę sobie sama z wychowaniem?
I właśnie wtedy wpadł mi do głowy pewien szalony i okropnie głupi pomysł.
Wyjęłam z kieszeni spodni telefon. To dziwne, że nikt mi go nie wyjął z
kieszeni kiedy zemdlałam, ale nie to było najważniejsze. Weszłam w wyszukiwarkę
i wpisałam "agencje surogatek". Wyskoczyło mi kilka stron, ale nie
zdążyłam w żadną wejść, ponieważ do sali z powrotem wparował Ashton. Szybko
wyłączyłam internet i schowałam komórkę do kieszeni.
- Mam dla ciebie jakąś kanapkę i herbatę, proszę- oznajmił, wciskając mi jedzenie w prawą rękę, natomiast picie w lewą.
- Dzięki- wymamrotałam. Tak naprawdę przeszła mi ochota na wszystko a jedyne, o czym myślałam to kiedy obudzi się Luke i dopracowywanie mojego, jak wtedy uważałam, genialnego planu. Co mogłabym powiedzieć Luke'owi kiedy się obudzi? Jedynym wyjściem byłoby mu powiedzieć, że odchodzę, ale... nie, to nie wchodziło w grę. Coś bym jeszcze wymyśliła. Przecież jestem dość inteligentna.
- Mam dla ciebie jakąś kanapkę i herbatę, proszę- oznajmił, wciskając mi jedzenie w prawą rękę, natomiast picie w lewą.
- Dzięki- wymamrotałam. Tak naprawdę przeszła mi ochota na wszystko a jedyne, o czym myślałam to kiedy obudzi się Luke i dopracowywanie mojego, jak wtedy uważałam, genialnego planu. Co mogłabym powiedzieć Luke'owi kiedy się obudzi? Jedynym wyjściem byłoby mu powiedzieć, że odchodzę, ale... nie, to nie wchodziło w grę. Coś bym jeszcze wymyśliła. Przecież jestem dość inteligentna.
Starałam się jeść powoli kanapkę, nie myśląc o tym, że kompletnie nie mam
ochoty na zapychanie sobie teraz żołądka. Chyba trochę odzwyczaiłam się od
jedzenia. Ashton siedział na krześle i przyglądał się mi. To było trochę
krępujące, nie ukrywam. W końcu udało mi się dokończyć jedzenie, bo wiedziałam,
że jeśli nie zjem wszystkiego Ashton mnie nie wypuści.
Wstałam i nadal nie czułam się najlepiej, ale chciałam już opuścić tą salę
i pójść do Luke'a. Teraz potrzebowałam tylko tego.
- Lepiej się już czujesz?- Spytał Ash, również wstając.
- Tak- odparłam krótko i ruszyłam do wyjścia. Usłyszałam, że chłopak idzie za mną.
- Lepiej się już czujesz?- Spytał Ash, również wstając.
- Tak- odparłam krótko i ruszyłam do wyjścia. Usłyszałam, że chłopak idzie za mną.
Zauważyłam, że jesteśmy na tym samym korytarzu, na którym wcześniej wszyscy
siedzieliśmy.
- Gdzie jest Cal i Mike?- Spytałam, odwracając się, żeby spojrzeć na Ashtona.
- Poszli na dół, siedzą tam z panią Hemmings.
- Ok, też tam niedługo przyjdę.
- Gdzie jest Cal i Mike?- Spytałam, odwracając się, żeby spojrzeć na Ashtona.
- Poszli na dół, siedzą tam z panią Hemmings.
- Ok, też tam niedługo przyjdę.
Poszłam w stronę OIOM-u. Weszłam przez szklane drzwi, a pielęgniarki już
mnie poznały. Podeszłam do łóżka Luke'a i usiadłam na krzesełku. Spojrzałam na
jego twarz. Widok jego ran nadal mnie przerażał, ale to już nie był ten szok,
który przeżyłam jak zobaczyłam go po raz pierwszy. Teraz czułam coś, czego sama
nie potrafiłam do końca nazwać. Czułam złość na siebie, ale za co? Może za to,
że byłam zawsze tak cholernie uparta i nigdy nie odpuszczałam przy kłótni? Może
dlatego, że zaczynałam czuć coś czego w zasadzie nie czułam wcześniej? Jeszcze
nigdy się o nikogo nie troszczyłam. Teraz miałam ochotę sama zająć się jego
ranami, żeby tylko coś zrobić, żeby mu pomóc. Nie chciałam, żeby cierpiał. Tak,
to zdecydowanie było nowe uczucie. Nigdy się o nikogo nie bałam. Choroby
bliskich miałam za przeproszeniem w dupie. Czemu martwię się o Luke'a, który
jest takim cholernym idiotą?!
Poczułam mdłości, znowu. Poczułam, że łzy napływają mi do oczu. Co ja mam
robić? Boję się, że jak się obudzi to mnie zostawi. Na pewno już o tym myślał.
Nie wiem czy to, że będziemy mieli dziecko cokolwiek zmieni. Już to sobie
wyobrażam. Bierzemy rozwód a ja z brzuchem wracam do matki i ojca. Oczywiście
nie mam żadnego wyższego wykształcenia ani pracy, więc przez jakiś czas będę
musiała mieszkać z nimi i wysłuchiwać ich pieprzenia o tym, jaki Luke jest zły.
Nie powiem im przecież, że to wszystko to nie tylko jego wina.
Wzięłam rękę Luke i zataczałam na niej koła kciukiem. Odchrząknęłam.
- Wiesz- zaczęłam- słyszałam, że ponoć nawet jak ktoś jest w śpiączce to słyszy wszystko, co się do niego mówi i... Chciałam tylko, żebyś wiedział, że trochę mnie obchodzisz.
- Wiesz- zaczęłam- słyszałam, że ponoć nawet jak ktoś jest w śpiączce to słyszy wszystko, co się do niego mówi i... Chciałam tylko, żebyś wiedział, że trochę mnie obchodzisz.
Do oczu napłynęły mi łzy, więc szybko odłożyłam jego dłoń tam gdzie leżała
wcześniej i szybko wyszłam. To zdecydowanie nie jest dobry pomysł żeby tu z nim
siedzieć. Jestem zbyt słaba.
Dotarłam na najniższe piętro budynku i zobaczyłam zatroskaną twarz matki
Luke'a. Kiedy tylko mnie zobaczyła zerwała się z krzesła i mocno mnie
przytuliła. Wtedy już kompletnie się rozkleiłam. Zaczęłam łkać jak małe
dziecko. Po chwili sweter, w który była ubrana, był kompletnie mokry od moich
łez.
- Nie płacz, kochanie, wszystko będzie dobrze- powiedziała. Odsunęłam się, żeby móc na nią spojrzeć.
- Wierzy pani w to?- Ledwo ją widziałam przez te łzy.
- Musimy w to wierzyć, bo inaczej naprawdę będzie źle- odparła słabo.
- Nie płacz, kochanie, wszystko będzie dobrze- powiedziała. Odsunęłam się, żeby móc na nią spojrzeć.
- Wierzy pani w to?- Ledwo ją widziałam przez te łzy.
- Musimy w to wierzyć, bo inaczej naprawdę będzie źle- odparła słabo.
Nie odpowiedziałam. Bez słowa usiadłam między Calumem a Ashtonem na
krześle. Naprzeciw siedział Mike, a po chwili też pani Hemmings. Nawet jeśli
Luke będzie kompletnie zdrowy to dla niej się skończy dobrze, bo ona syna nie
straci. To ja zostanę sama z małym potworkiem przypominającym mi o byłym mężu.
Chciałabym komuś powiedzieć o tej ciąży ale komu? Pani Hemmings? Nie teraz,
kiedy jej syn leży nieprzytomny na Oddziale Intentywnej Opieki Medycznej. Nie
będę jej dokładać problemów i to cudzych. Ashton? Nie, on odpada, jeszcze by do
kogoś poleciał z tym faktem. Calum? O nie, nie przyznam się braciszkowi do tego,
jaka głupia jestem. Michael też nie, przecież nie będę się zwierzać mojemu
byłemu z takich rzeczy. I tak oni wszyscy się niedługo dowiedzą, ale nie teraz.
Teraz jestem skazana na kolejną tajemnicę. Jedyny sekret w moim życiu, który
nie jest smakowity. Chciałabym wrócić do czasów, kiedy moimi tajemnicami były
paczki papierosów chowane przed rodzicami za szafą czy dwa piwa wypite na
imprezie u kolegi.
- Jedź do domu może- usłyszałam głos dochodzący z lewej strony. Odwróciłam głowę w stronę Ashtona.
- Przeszkadzam ci tu?- Ok. Byłam trochę zbyt oschła. Zgoniłam całą winę na zmęczenie i szok.
- Nie o to chodzi- wywrócił oczami.- Siedzisz tu i czekasz na cud, a powinnaś się przespać.
- Spałam przecież- burknęłam.
- Nie spałaś. Zemdlałaś. To nie to samo- spojrzał na mnie karcąco.
- Przestań się o mnie martwić- odparłam.
- On ma rację- dołączył się Calum.- Powinnaś trochę odpocząć. Jeśli czegoś się dowiemy to na pewno do ciebie zadzwonię, obiecuję.
- Dajcie wy mi kurwa wszyscy święty spokój- wyrzuciłam i wstałam. Nie wiedziałam, czemu tak zareagowałam ani gdzie chciałam pójść, ale poniosły mnie emocje. Ruszyłam do drzwi wyjściowych.
- Jedź do domu może- usłyszałam głos dochodzący z lewej strony. Odwróciłam głowę w stronę Ashtona.
- Przeszkadzam ci tu?- Ok. Byłam trochę zbyt oschła. Zgoniłam całą winę na zmęczenie i szok.
- Nie o to chodzi- wywrócił oczami.- Siedzisz tu i czekasz na cud, a powinnaś się przespać.
- Spałam przecież- burknęłam.
- Nie spałaś. Zemdlałaś. To nie to samo- spojrzał na mnie karcąco.
- Przestań się o mnie martwić- odparłam.
- On ma rację- dołączył się Calum.- Powinnaś trochę odpocząć. Jeśli czegoś się dowiemy to na pewno do ciebie zadzwonię, obiecuję.
- Dajcie wy mi kurwa wszyscy święty spokój- wyrzuciłam i wstałam. Nie wiedziałam, czemu tak zareagowałam ani gdzie chciałam pójść, ale poniosły mnie emocje. Ruszyłam do drzwi wyjściowych.
Poczułam na twarzy świeże powietrze dnia i zaczęłam głęboko oddychać.
Usiadłam na krawężniku między trawą a chodnikiem. Miałam ich dosyć. Teraz
jedyna osoba, której potrzebowałam leżała nieprzytomna na szpitalnym łóżku. Dlatego
wolałam pobyć chwilę sama. Ale oczywiście nie mogłam, bo po chwili pojawił się
obok mnie Irwin. Czy on chce być moim jebanym bodyguardem?!
- Po chuj tu przylazłeś?- Miałam nadzieję, że jak będę opryskliwa to mnie zostawi.
- Pomyśleliśmy, że lepiej jak ktoś cię przypilnuje- wyjaśnił, siadając obok mnie.
- Super- wyciągnęłam paczkę papierosów, ale chwilę się zawahałam. Dziecko nie jest niczemu winne... Ostatni raz. Wyciągnęłam jednego i zapaliłam. Zaciągnęłam się raz, ale mocno.
- Chcesz?- wyciągnęłam napoczętą fajkę w stronę chłopaka. Wziął bez słowa, pociągnął, a po chwili chciał mi ją oddać.
- Dokończ- poprosiłam a on spojrzał na mnie zdziwiony, ale zrobił to.
- Po chuj tu przylazłeś?- Miałam nadzieję, że jak będę opryskliwa to mnie zostawi.
- Pomyśleliśmy, że lepiej jak ktoś cię przypilnuje- wyjaśnił, siadając obok mnie.
- Super- wyciągnęłam paczkę papierosów, ale chwilę się zawahałam. Dziecko nie jest niczemu winne... Ostatni raz. Wyciągnęłam jednego i zapaliłam. Zaciągnęłam się raz, ale mocno.
- Chcesz?- wyciągnęłam napoczętą fajkę w stronę chłopaka. Wziął bez słowa, pociągnął, a po chwili chciał mi ją oddać.
- Dokończ- poprosiłam a on spojrzał na mnie zdziwiony, ale zrobił to.
Kiedy skończył spojrzałam na niego wyczekująco.
- Może już wrócisz do środka?- Zasugerowałam.
- Czemu się tak zachowujesz?- Jego zainteresowany i spokojny wzrok zatrzymał się na moich dłoniach, w których bawiłam się pudełkiem zapałek.
- O co ci chodzi?
- Dlaczego jesteś taka niemiła i odpychająca? Powiesz mi?
- Słuchaj. Nie mam ochoty się zwierzać z moich problemów prawie obcej osobie. W ogóle nie chce mi się komukolwiek zwierzać i mam nadzieję, że w końcu zajmiesz się sobą, a nie mną, ok? W takim razie... mógłbyś już sobie pójść i zostawić mnie samą?
- Chciałem ci tylko pomóc- powiedział smutno.
- Ktoś cię o to prosił?- Odpowiedziałam. Jestem jedną wielką sprzecznością. Mówiłam takie rzeczy a tak naprawdę miałam ochotę tylko i wyłącznie na to, żeby mnie mocno przytulił i pogładził po włosach, bo Luke nie mógł tego zrobić.
- Może masz rację. Zostawię cię samą z głupimi myślami. Męcz się sama- wstał i wrócił do budynku. Czego ja się spodziewałam? Że zostanie tu na siłę? Na jego miejscu też bym tak zrobiła.
- Może już wrócisz do środka?- Zasugerowałam.
- Czemu się tak zachowujesz?- Jego zainteresowany i spokojny wzrok zatrzymał się na moich dłoniach, w których bawiłam się pudełkiem zapałek.
- O co ci chodzi?
- Dlaczego jesteś taka niemiła i odpychająca? Powiesz mi?
- Słuchaj. Nie mam ochoty się zwierzać z moich problemów prawie obcej osobie. W ogóle nie chce mi się komukolwiek zwierzać i mam nadzieję, że w końcu zajmiesz się sobą, a nie mną, ok? W takim razie... mógłbyś już sobie pójść i zostawić mnie samą?
- Chciałem ci tylko pomóc- powiedział smutno.
- Ktoś cię o to prosił?- Odpowiedziałam. Jestem jedną wielką sprzecznością. Mówiłam takie rzeczy a tak naprawdę miałam ochotę tylko i wyłącznie na to, żeby mnie mocno przytulił i pogładził po włosach, bo Luke nie mógł tego zrobić.
- Może masz rację. Zostawię cię samą z głupimi myślami. Męcz się sama- wstał i wrócił do budynku. Czego ja się spodziewałam? Że zostanie tu na siłę? Na jego miejscu też bym tak zrobiła.
Znowu zrobiło mi się słabo. Postanowiłam pojechać do domu na dwie godziny i
się przespać. Teraz odpowiadam nie tylko za siebie. Wyjęłam telefon z kieszeni
i zadzwoniłam po taksówkę. Weszłam na chwilę do szpitala.
- Jadę do domu- wycedziłam, podchodząc do krzeseł, na których teraz była prowadzona zawzięta dyskusja. Oczy wszystkich oprócz Ashtona zwróciły się w moim kierunku. On kompletnie nie zwrócił na mnie uwagi.
- Jedź z nią- Calum zwrócił się do Asha.
- Jaja sobie robisz?- Nie mogłam w to uwierzyć. Nie pojadę z nim nigdzie.
- Ona nie ma pięciu lat i poradzi sobie sama- odparł spokojnie ciemny blondyn, sprawnie unikając mojego wzroku.
- Słucham?- Mój brat był na niego wyraźnie wkurzony.
- On ma rację- wtrąciłam się.- Jestem dorosła i nie musisz się wpieprzać do mojego życia. Jakby to był jakiś twój obowiązek.
- Słuchaj, nie chcę żeby coś ci się stało- wyjaśnił Cal.- Czemu do cholery nie chcesz przyjąć pomocy?
- Bo jej nie potrzebuję.- Prawie wykrzyknęłam.- Zadzwoń do mnie, jeśli coś będzie wiadomo z Lukiem. A jeśli tego nie zrobisz to możesz być pewny, że to się nie skończy dobrze.
- Jadę do domu- wycedziłam, podchodząc do krzeseł, na których teraz była prowadzona zawzięta dyskusja. Oczy wszystkich oprócz Ashtona zwróciły się w moim kierunku. On kompletnie nie zwrócił na mnie uwagi.
- Jedź z nią- Calum zwrócił się do Asha.
- Jaja sobie robisz?- Nie mogłam w to uwierzyć. Nie pojadę z nim nigdzie.
- Ona nie ma pięciu lat i poradzi sobie sama- odparł spokojnie ciemny blondyn, sprawnie unikając mojego wzroku.
- Słucham?- Mój brat był na niego wyraźnie wkurzony.
- On ma rację- wtrąciłam się.- Jestem dorosła i nie musisz się wpieprzać do mojego życia. Jakby to był jakiś twój obowiązek.
- Słuchaj, nie chcę żeby coś ci się stało- wyjaśnił Cal.- Czemu do cholery nie chcesz przyjąć pomocy?
- Bo jej nie potrzebuję.- Prawie wykrzyknęłam.- Zadzwoń do mnie, jeśli coś będzie wiadomo z Lukiem. A jeśli tego nie zrobisz to możesz być pewny, że to się nie skończy dobrze.
Odwróciłam się i szybko wyszłam. Chciałam biec, ale się powstrzymałam.
Taksówka już na mnie czekała. Wsiadłam i podałam adres i już po piętnastu
minutach wchodziłam do pustego domu. Najpierw zjadłam płatki z zimnym mlekiem,
później poszłam pod prysznic i poszłam spać.
Kiedy się obudziłam było popołudnie. Spojrzałam od razu na wyświetlacz
telefonu. Nie miałam żadnych nieodebranych połączeń. Jeśli Luke się obudził a
ten idiota do mnie nie zadzwonił to mu przyłożę.
Zadzwoniłam po taksówkę, przebrałam się i poszłam do łazienki ogarnąć
włosy, ale na nic zdały się moje starania. Stojąc w łazience usłyszałam klakson
samochodu...
Zbiegłam po schodach, zamknęłam drzwi i wskoczyłam do samochodu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zapowiedź:
"Usiadłam na krawężniku i ukryłam twarz w dłoniach. Obiecuję, już nie płakałam, po prostu nie chciałam, żeby ludzie widzieli moją twarz. Byłam zbyt zdenerwowana, żeby starać się ukryć emocje."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No hejka, przy poprzednim rozdziale jest napisane że opublikowałam go 6 lutego what the fuck haha?
No, nieważne, mam nadzieję że ten rozdział wam się podobał a przede wszystkim że ktoś w ogóle to czyta bo na razie nie widzę żadnych komentarzy i bardzo mi smutno z tego powodu :((( Jeśli to czytasz to napisz cokolwiek, nawet anonimowo
Następny rozdział oczywiście za dwa tygodnie czyli 15 marca (tak? dobrze patrzę w kalendarz? Jestem trochę ułomna w takich sprawach xD)
Miłego czytania *chociaż pewnie skoro teraz czytasz notkę to już przeczytałaś rozdział ale ćśśśś* i do zobaczenia przy następnym rozdziale xoxo, Irene Anastasia
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zapowiedź:
"Usiadłam na krawężniku i ukryłam twarz w dłoniach. Obiecuję, już nie płakałam, po prostu nie chciałam, żeby ludzie widzieli moją twarz. Byłam zbyt zdenerwowana, żeby starać się ukryć emocje."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No hejka, przy poprzednim rozdziale jest napisane że opublikowałam go 6 lutego what the fuck haha?
No, nieważne, mam nadzieję że ten rozdział wam się podobał a przede wszystkim że ktoś w ogóle to czyta bo na razie nie widzę żadnych komentarzy i bardzo mi smutno z tego powodu :((( Jeśli to czytasz to napisz cokolwiek, nawet anonimowo
Następny rozdział oczywiście za dwa tygodnie czyli 15 marca (tak? dobrze patrzę w kalendarz? Jestem trochę ułomna w takich sprawach xD)
Miłego czytania *chociaż pewnie skoro teraz czytasz notkę to już przeczytałaś rozdział ale ćśśśś* i do zobaczenia przy następnym rozdziale xoxo, Irene Anastasia
Omg,ja chcę więcej *.*
OdpowiedzUsuńKiedy ty w końcu wybudzisz tego Luke'a?!XD
Bądź cierpliwa,napaleńcu xDD
UsuńLuke wróć do żywych! Wiedziałam że ona jest w ciąży! Czułam to od kiedy tylko pierwszy raz rzygła! HAHHAHAHHAHAHAHAHAHAHAH lecę czytać następne :*
OdpowiedzUsuń